Aktywne rodzicielstwoBiegi

Tata z wózkiem… czyli… jak pogodzić bieganie i rodzicielstwo

Brak komentarzy

Narodziny dziecka, szczególnie pierwszego, to rewolucja w życiu rodziców. Z każdym następnym jest już łatwiej (przynajmniej w znacznej większości przypadków), ale że początki są trudne wie każda mama i każdy tata 🙂 Życie staje na głowie, a nasze codzienne obowiązki, sposób funkcjonowania, pasje i osobiste zajęcia zwykle podporządkowane są nowym realiom rodzinnym. Bieganie jako zajęcie w wolnym czasie idzie oczywiście na pierwszy ogień jeśli chodzi o wykreślenie z grafika. Znam wiele przypadków, gdy fakt narodzin dziecka powoduje, iż zapaleni biegacze nagle przestają trenować, a z kolei potencjalni przyszli biegacze nie biorą nawet pod uwagę rozpoczęcia “kariery biegowej” z obawy czy da to się wszystko pogodzić. Sytuacje typu: „wiesz, chciałbym/chciałabym móc biegać, ale wiesz… mam dziecko” są na porządku dziennym. Jedno wg mnie nie ulega dyskusji – w życiu rodziców dziecko jest najważniejsze i jeśli dla kogoś realizowanie pasji będzie zawsze stawiane na pierwszym miejscu, to wielkiej kariery jako rodzic nie wróżę… To jednak sprawa bardzo indywidualna i trudno ją oceniać patrząc z boku, ja natomiast chciałbym się podzielić moim doświadczeniem jako ojciec trójki dzieci i biegacz amator zarazem. Czy więc da się pogodzić bieganie z faktem posiadania małego potomka?

Gdy zacząłem biegać pod koniec 2014 moi dwaj synowie mieli 6 i 4 lata, byli więc w wieku zerówkowo-przedszkolnym. Nie były więc to bardzo małe dzieci i odpowiednie ustawienie obowiązków związanych z domem, rodziną i pracą było dość łatwe, zwłaszcza, że na początku mojej przygody z bieganiem, robiłem ok 1 tys km rocznie, czyli biegałem 2-3 razy w tygodniu. Zakładam, że każdy mający dzieci w podobnym wieku jest w stanie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy znajdzie kilka godzin tygodniowo na trening czy nie, ale faktycznie sprawy się nieco komplikują, gdy mamy w domu świeżo upieczonego członka rodziny.

W maju 2017 urodziła się Kamila. W tym czasie byłem już w miarę doświadczonym biegaczem i trenowałem pod złamanie 3h w maratonie. Niemniej jednak w momencie urodzin córeczki wiedziałem, że moje trenowanie nie może pozostać na tym samym poziomie ilościowym. Dość szybko znalazłem jednak rozwiązanie, do którego chciałbym każdego młodego rodzica zachęcić całym sercem: biegaj wspólnie ze swoim dzieckiem. W wózku. Najlepiej biegowym, choć ja zacząłem moją karierę jako biegający tata od zwykłej gondoli na 4 małych kółkach z wielką budą. W dodatku po starszych braciach i jeszcze jednym dziecku w rodzinie kuzyna. Wyglądało to śmiesznie i wózek nadawał się głównie do śmigania po równych i płaskich chodnikach i ścieżkach, ale dość szybko przekonałem się, że zamiast godzinnego spaceru można tym samym wózkiem przebiec jakieś 10-11km. Tak więc jeśli masz jakikolwiek wózek i chcesz się poruszać nieco szybciej niż tempo spacerowe, to spróbuj potruchtać. To na prawdę nic trudnego, a do poprawy kondycji jest wprost znakomite.

Przełom przyszedł natomiast w sierpniu 2017, kiedy to postanowiłem podejść do tematu na poważnie. Czytają testy i robiąc przegląd rynku zainteresowałem się z Magdą wózkiem, który łączy w sobie dwie, a nawet 3 funkcje: czyli wózek biegowy, przyczepka rowerowa i awaryjna wersja spacerowa. Takie hybrydy oferują np. Thule, Croozer, Qeridoo czy Hamax. Nasz wybór padł na Croozer Kid Plus 1, czyli wersja jednoosobowa (są też dwuosobowe i bynajmiej nie tylko dla bliźniaków, lecz dla dzieci w różnym wieku). Ogromną zaletą takiej konstrukcji jest ich multi-funkcjonalność czyli raz możemy iść z nim pobiegać, za moment w ciągu minuty robimy z niego przyczepkę rowerową, a gdy podczas wycieczki rowerowej chcemy np. wejść do galerii handlowej, w mig robimy z niego spacerówkę za pomocą małego dodatkowego kółka.

Dodatkowo, co bardzo ważne – są to wózki bardzo mocno obudowane, bezpieczne i można w nim wozić dzieci prawie od urodzenia – może nie biegać po wertepach po lesie z noworodkiem, ale truchtać po bulwarze jak najbardziej. Możliwe jest to dzięki dodatkowemu hamakowi, który wpina się w miejsce siedziska. Taki hamak ma swoje pasy i bardzo skutecznie otula niemowlaka. Jeśli chodzi o jeżdżenie na rowerze – przyczepka jest w zasadzie jedyną opcją, jeśli chce się zabrać ze sobą niemowlaka. Na fotelik na ramę jest przecież dużo za wcześnie.

Tak więc gdy kupiliśmy Croozera Kamila miała 4 miesiące i od razu wylądowała w owym hamaku. Tak biegała ze mną przez trochę ponad rok, a potem przesiadła się do głównego siedziska i tak jeździła sobie praktycznie do dnia dzisiejszego. Biegaliśmy razem w rozmaitych warunkach i terenie – robiliśmy krótkie wypady po 5km, jak również długie wybiegania po lesie (rekordowo chyba 26km). Dziecko na prawdę chętnie w nim zasypia i pod tym względem nie różni się to w niczym od normalnego tradycyjnego wózka. Z wózka jest świetna widoczność i można fajnie oglądać świat.

Dodatkowo, tego typu wózki mają masę miejsca na bagaż czy zakupy. Ponieważ są obudowane, mają zamykane na zamek daszki i osłonki, można z nich zrobić kapsułę, w której przetrwać można najgorsze warunki pogodowe. Z wózka nic nie wypadnie, dziecko może zabrać ze sobą swoje zabawki, przekąski, są uchwyty na picie i ogólnie funkcjonalność jest na najwyższym poziomie. Sam wózek ma bardzo dobrą amortyzację i jest niezwykle stabilny. Na równym terenie raz obrany kierunek trzyma wyśmienicie, a zbieżność przedniego koła można łatwo korygować. Generalnie, wózek sam lata 🙂

A dla tych, którzy lubią szybko biegać – uwierzcie mi, da się tym latać na prawdę przyzwoicie. W listopadzie 2019 w Biegu na Piątkę przy Półmaratonie w Gdańsku tytułowe 5km zrobiłem w 17:32, co daje średnie tempo 3:30. To tempo raptem 10-12sek wolniejsze niż bez wózka. Mało kto sobie z tego zdaje sprawę. bo wydaje się, że wózek strasznie spowalnia. Na co dzień na w miarę równym podłożu da się biegać w tempie mniej więcej o 40sek/km wolniejszym niż bez wózka. Jeśli więc normalnie biegałbym w tempie 4:30, to z wózkiem, w warunkach miejskich, poruszałbym się w ok 5:10, na tym samym poziomie tętna.

A wady? Cena i masa. Croozer kosztuje od ok. 3300zł w górę, a Thule jest jeszcze droższe. Ale to górna półka i są też tańsze modele i tańsi producenci. Wózek jest też ciężki – sam w sobie waży ok 15kg. Dodajmy do tego wagę dziecka i ew. dodatkowe wyposażenie. Dość powiedzieć, że obecnie cały zestaw waży ponad 30kg 🙂 Croozer nie ma też hamulca ręcznego, co przy stromych zjazdach jest problemem. Ale na tym minusy się kończą i tego typu rozwiązanie mogę z czystym sumieniem polecić. Jeśli ktoś jeździ też na rowerze – rozwiązanie idealne. Inwestycja na dobre 3 lata, a sprzęt trzyma cenę na rynku wtórnym. Potem na rower wystarczy już fotelik montowany do ramy, a jak ktoś chce biegać dalej, to do dyspozycji są lekkie typowo biegowe konstrukcje. Obecnie przesiadłem się właśnie na taki wózek (Thule Urban Glide 2), ale to w zasadzie jedynie dlatego, że wygrałem go we wspomnianym Biegu na Piątkę. Napiszę kiedyś test porównawczy obu maszyn.

Tak więc, jeśli planujecie dziecko lub macie malutkiego szkraba lub nawet większego, ale nadal którego możecie wsadzić do wózka i udać się na fajny i szybki spacer, zastanówcie się koniecznie. Wg mnie świetne rozwiązanie, które pozwoli wam pogodzić bieganie ze spędzaniem czasu z maluchem. Jednym słowem: „Kochanie, Ty sobie odpocznij, a my pójdziemy sobie pobiegać”.

Tags: , , , , , , ,

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.
You need to agree with the terms to proceed

Uczulenie na halibuta… czyli… dlaczego zacząłem biegać
Listopadowe kamienie milowe… czyli… podsumowanie miesiąca
Menu