Biegi

Ostatni test przed TCS NYC Marathon 2019

Brak komentarzy

Starty w zawodach i walka o wymarzone cele mają to do siebie, że zwykle jest w nich pewien element niewiadomej czy nawet ryzyka. Im bardziej wysilony wynik względem naszych możliwości, stanu przygotowania czy ostatniej życiówki, tym bardziej ryzykujemy, że celu nie osiągniemy. A kto biega dla wyników, ten porażek specjalnie przyjmować na klatę nie lubi. Nie jestem w tej kwestii inny. Uwielbiam się ścigać. Rywalizować w grupie lub toczyć pojedynki na resztki sił, jak i walczyć sam ze sobą w samotnej maratońskiej niedoli. Lubię natomiast wiedzieć gdzie jestem jeśli chodzi o moje przygotowanie i realnie określać cele czasowe na zaplanowane zawody.

Choć większość planów treningowych pod maraton zaleca start kontrolny w półmaratonie na 3-4tyg przed lub np. dyszkę na 2tyg, to przygotowując się do maratonu w Nowym Jorku tak naprawdę w końcowej fazie pobiegłem tylko Bieg Westerplatte na 10km (z bardzo nieszczęsnym, choć życiowym wynikiem 36:00) oraz 2 szybkie Parkruny, oba w Parku Reagana, czyli na szybszej z 2 gdańskich tras parkrunowych. Pierwszy bieg na 3tyg przed startem i to w zasadzie z pełnego treningu, w dodatku z moją córcią Kamilą w wózku biegowym wypadł na prawdę świetnie: pierwszy raz w życiu zszedłem poniżej 18min na 5km pchając wózek oraz zająłem 2gie miejsce. Fajnie, ale w kategoriach zabawy.

Prawdziwy test to jednak start na 8dni przed Nowym Jorkiem. Tu przygotowałem się robiąc przerwę od biegania w piątek, a sam tydzień był już objętościowo sporo mniejszy. Parkrun Gdańsk w Parku Reagana na gdańskim Przymorzu jest jednym ze starszych w Polsce i gdy zaczynałem biegać, był jedynym w Gdańsku. Tu przebiegłem moje pierwsze 20 Parkrunów, zanim nie urodził się jego młodszy brat: Parkrun Gdańsk Południe, który niemal od razu potraktowałem jak „mój domowy bieg”. Jak wspomniałem wcześniej, trasa w Parku Reagana jest jednak szybsza o ok 10-15sek i to tam udaję się na szybsze bieganie oraz walkę z mocniejszą stawką. Właśnie: stawka. Dość powiedzieć że choć biegłem tam ok. 40 razy, nigdy nie wygrałem. Zawsze, nawet przy słabszej frekwencji byłem co najwyżej drugi (dla porównania, w Parkrunie Gdańsk Południe mam już miano etatowego zwycięzcy.

Wracając jednak do samego biegu: pogoda idealna, sucho, temperatura ok. 10stopni, strój startowy, na krótko, w singlecie, ale do tego rękawki i startowe Bostony na nogach. 1km rozgrzewki w tempie ok 4:50. Na starcie sporo biegaczy, ale brak znajomych twarzy. Nie liczyłem jednak na walkę o czołowe lokaty, ale dobry czas. Czułem się mocny i chciałem to sobie udowodnić. Moja aktualna życiówka to 17:21 i wiedziałem że stać mnie na sporo lepiej. Może nawet na rezultat, który pozwoli mi realnie myśleć o złamaniu 17min w niedługim czasie…

5,4,3,2,1, start! Równo o 9:00 ogary poszły w las, a dokładniej w park. Jak zawsze kilku śmiałków wyrywa do przodu w tempie Eliuda Kipchoge, ale zaraz ich doganiam i po ok 300m obejmuję drugą pozycję. Przede mną Sergey Samsonov, z którym biegłem spory kawałek maratonu w Gdańsku w kwietniu i który wyprzedził mnie wtedy na 500m przed metą. Nie znam Sergey’a osobiście, ale miałem wrażenie że to właśnie on. Za zegarku pod koniec 1-szego km tempo 3:23 i myślę sobie, że może być ciut za szybko. Poza tym zwykle w tym miejscu zegarek nagle zmienia wskazania tempa i spada ono o 3-4sek. Pamiętałem jednak że zawsze zegarek niedoszacowuje dystansu o ok 50m, więc tempo z zegarka jest zwykle o 1sek/km wyższe. Tak czy siak, mogło być ciut za szybko.

Sergey jednak powoli zaczął zwalniać i w połowie drugiego kilometra zrownaliśmy się. Utrzymując tempo ok 3:23 (co ciekawe, tym razem nie było skoku wskazania zegarka), wyszedłem na prowadzenie. Wiedziałem jednak, że jeszcze długa droga przed mną. Drugi km zakończyłem o dziwo sporo szybciej, bo w aż 3:20 i czekał mnie teraz lekki podbieg na końcu pierwszego okrążenia oraz momentami dość mocny wiatr w pysk. Choć wydawało mi się że siłą rzeczy zwolniłem pod górkę, gdy zetknąłem na Garmina po nawrotce, tempo nadal było takie samo. Zapomniałem zerknąć natomiast na czas na półmetku.

Usłyszałem tradycyjny fajny doping wolontariuszy. Postanowiłem troszkę odpuścić, gdyż wiedziałem, że czeka mnie kluczowy 4ty km. Tu bywało, że traciłem i po 8-10sekund. Z drugiej strony nadzieją napawał mnie fakt, że zrobiłem fajny zapas. 3ci to 3:25. obejrzałem się z siebie ale Sergey był już daleko za mną. Rozpoczęłem samotną walkę z samym sobą. Wyszło faktycznie wolniej, bo 3:28, ale starałem się zachować resztki sił na ostatni km i atak na końcowym zbiegu.

Czułem że wynik będzie bardzo dobry, miałem kilkanaście sekund zapasu z pierwych 2km a i 3ci był szybki. Jednocześnie naszła mnie ta straszna myśl, typowa dla biegów na 5km, żeby może sobie zwolnić… Zacisnąłem jednak zęby i zacząłem mijać zawodników kończących pierwsze okrążenie i 2 razy przeciskając się przez ich grupki, a raz zdołałem ich ostrzec krzykiem „Uwaga!”. Ostatni podbieg, nawrotka i nie patrząc na Garmina, przyspieszyłem. W połowie zbiegu udało jej się zerknąć na czas. Pokazywał 16:40 a ja miałem niecałe 100m. Życiówka 17:21 miała zostać niepodważalnie pobita, ale w głowie zaświtała też szybka myśl, że może nawet uda się złamać granicę 17min. Pełnym sprintem wpadam na metę. W powietrzu, zatrzymuję czas i nie wierzę własnym oczom. 16:54!!!! (Później okazuje się że zmierzono oficjalnie 16:53).

Chwytam token z nr 1. Padam momentalnie na ziemię i jak mnich całujący ziemię, na czworakach, zwijam się w kłębek i dyszę jak parowóz do którego dorzucono cały możliwy węgiel….Po minucie wstaję, podaję token i mój kod uczestnika. Patrzę jeszcze raz na zegarek i dalej nie wierzę…. 17min złamane i to z takim zapasem!! Sergiey podchodzi przybić piątkę. Sapiąc dziękuję wspaniałym jak zawsze organizatorom i zaczynam człapać do samochodu. Postanawi zrobić sobie jeszcze fotkę, przy nietypowej rzeźbie, bo wiem, że to wydarzenie będzie trzeba wrzucić na Insta. Test wypadł więc na 6stkę. Podwójny sukces, a nawet potrójny, bo nie tylko robię życiówkę, ale też schodzę poniżej 17min i po raz pierwszy wygrywam Parkruna Gdańsk! Pytanie tylko….. Dzień konia, przypadek czy po prostu ciężko wypracowana forma? ?

 

Tags: , , , , ,

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wypełnij to pole
Wypełnij to pole
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.
You need to agree with the terms to proceed

Po co mi to? czyli …. dlaczego założyłem bloga ….
Uczulenie na halibuta… czyli… dlaczego zacząłem biegać
Menu