Podsumowania

Nagła odwilż… czyli… podsumowanie lutego

Brak komentarzy

I ciach, kolejny miesiąc zleciał. Luty w sumie też był dziwny. W pełni zimowy, mroźny i ze śniegiem po kostki, a często i do połowy łydek. W niedzielne słoneczne poranki ze znajomymi do lasu w sam raz, ale gdy chce się zrobić jakąś konkretną jednostkę treningową – po prostu nie ma jak. Do tego stopnia, że raz po prostu po brodzeniu w śnieżnej pulpie po 8km wróciłem do domu. Aż do ostatniego tygodnia lutego, kiedy to niespodziewanie nadeszło takie ocieplenie, że aż wskoczyłem w krótkie gatki i rękawek. Dookoła biało, a ja ubrany jak w środku lata. Miło. A potem szybko wszystko się stopiło i można było przyspieszyć!

Luty byłby też dziwny albo raczej nietypowy, bo zanosiło się wreszcie na 2 starty po lesie: Pomerania Winter Trail i TUT, ale… jak wiadomo, oba przeniesione, odpowiednio na marzec i kwiecień. Oczywiście z dużą dozą niepewności… Ciekawa by była natomiast rywalizacja przy pełnej zimowej aurze. Biorąc pod uwagę moje eksperymenty z nakładami z kolcami i ich nieoczywistym wpływem na tempo biegu, myślę, że miałbym dylemat czy w nich startować czy nie…

W takiej sytuacji biegałem więc sobie w granicach rozsądku i na ile mi czas pozwalał. Wyszło tak:

Kilometraż: 310km

Dni treningowe: 21

Łączny czas: 24h

Odnośnie dokładniejszego podsumowania, to Antoni pokazał mi natomiast fajną stronkę, coś dla amatorów statystyk: smashrun.com Zaciąga ze wskazanej biegowej apki całą historię, mieli i wypluwa ciekawe dane, których normalnie nie jesteśmy świadomi. Np. jak wygląda Top10 naszych biegów na 10km, albo jaki był najdłuższy trening w danym roku, miesiącu, tygodniu… Oczywiście są rekordy osobiste i cała masa innych mniej lub bardziej ciekawych statystyk. Mi się podoba, że w łatwy sposób mogę zobaczyć dowolne podsumowanie i porównywać sobie dane okresy. Szybko i przystępnie. I za darmo oczywiście. A tak w ogóle: jaka jest największa wady Stravy? Brak podsumowania miesięcznego – jest tylko tygodniowe i roczne. Natomiast na smashrun.com, zarówno na telefonie czy kompie, tak wygląda główna strona pokazująca mój np. Luty:

Jak widać średnie tempo d… nie urywa, ale śnieg i lód skutecznie mnie hamowały. W sumie więc miesiąc całkiem zwyczajny, jak kilka poprzednich. Swoje zrobiłem. Super urozmaiceniem były 2 mocne treningi z Antonim: jego ulubione TLT czyli Threshold-Long-Threshold: mocne kilka km na początek, potem kilkanaście spokojniej (choć niekoniecznie), a na koniec na dobitkę ponownie szybki odcinek. Ogólnie zajezdnia, ale wchodzi jak trzeba 🙂 No i jeszcze miły long z Adamem z przerwą na kawkę, drożdżówkę oraz z niespodziewanie szybką końcówką (i to nie ja nadawałem tempo!)

Aż tu nagle….

Po odwołaniu biegów w lutym, na prawdę nie zanosiło się na nic konkretnego. Ani jeśli chodzi o starty, a nie nawet sprawdziany formy. Od końca grudnia chciałem pobiec sobie testową dyszkę, a zaraz potem spadł śnieg, który leżał przez jakieś 8 tygodni… Aż tu nagle, akurat gdy chodniki i ulice odzyskały swoją przyczepność (pomijając tony piachu…), natrafiłem na przeniesiony z końca stycznia bieg hybrydowy RunGDN, który nie tylko zmienił termin, ale też lokalizację i nawierzchnię: z Parku Reagana na „błonia” Stadionu Gdańsk (dawniej Energa). Zapisałem się na 10km, 3 dni przed biegiem, w dodatku po mocnym treningu z Adamem. W piątek zrobiłem lekki trening, w sobotę odpocząłem, wypiłem browarka do obiadu i powiedzmy, że czułem się jako-tako gotowy do szybszego biegania…. Wyjąłem więc czekające od października „Vaporflaje” i udałem się sprawdzić gdzie jestem z formą. Ale o tym następnym razem… 🙂

P.S.

Jasnoszare buty na sezon zimowy są prawie tak samo kretyńskim pomysłem jak białe…

Tags: , , , ,

Related Articles

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
Po białym… czyli… Podsumowanie stycznia
W którą stronę… czyli…o bezładzie biegowym
Menu