Maraton

Jak postanowiłem zostać Six Star Finisher’em

Brak komentarzy

Jak wspomniałem w pierwszym wpisie, moim głównym i dalekosiężnym celem jest ukończenie 6 maratonów wchodzących w skład Abbott World Marathon Majors (Tokio, Boston, Londyn, Berlin, Chicago, Nowy Jork). Nie jest to cel specjalnie oryginalny, to roku realizuje go ok. 700-800 osób, w tym kilku-kilkunastu z Polski, a łącznie do tej pory 6600.

Można jednak zamiar takie zadanie nieco podkręcić i uczynić je bardziej ciekawym i tak w moim przypadku chcę ukończyć wszystkie 6 majorów z czasem poniżej 3h. To takie minimum (po części też, żeby trzymać formę i reżim treningowy). Czy będzie to 2:59 czy 2:49, to dla realizacji głównego celu nie ma już żadnego znaczenia, aczkolwiek zakładając, że zacząłem od 2:56, to miło było utrzymać passę ustanawiania życiówek na każdym maratonie. Póki co z przebiegniętych 7 (mówię o wszystkich maratonach płaskich w mojej karierze) zawsze robiłem życiówkę i tej zasady chcę się trzymać, choć jak wiadomo poniżej 3h robi się dość trudno i chyba dotychczas miałem po prostu odrobinę szczęścia…:) A wypadki i inne ściany się zdarzają…

Skąd natomiast wziął się ten pomysł? Otóż po 5 maratonach w Polsce i prawie 4 latach biegania stwierdziłem, że trochę zaczyna mi brakować czegoś nowego. Czegoś co na myśl o samym starcie wywołuje szybsze bicie serca. Maraton sam w sobie jest oczywiście wyzwaniem i zasługuje na szacunek (nie wyobrażam sobie podbiegnięcia go na pół gwizdka albo czysto krajoznawczo), ale wyraźnie imprezy w Polsce mi albo spowszedniały, albo jest na nich za mało kibiców i trasa świeci pustkami. Być może nie zwróciłbym na to uwagi, gdybym nie przeczytał i nie obejrzał trochę relacji i klipów z dużych maratonów, w tym właśnie Majorów. Te tłumy kibiców na każdym kroku, hałas, doping, emocje udzielające się każdemu… To było coś, czego chciałem doświadczyć. To te chwile gdzie jest się w centrum uwagi i choć jesteś jednym z tysięcy, to czujesz się wyjątkowo. A to działa motywująco. I tego szukałem.

W zasadzie to na Majory zacząłem się zapisywać bardzo szybko w mojej karierze. Najpierw na Londyn, potem na Berlin. Ale bez żadnego konkretnego celu. Po prostu gdy dowiedziałem się jak trudno zostać wylosowanym w loterii, stwierdziłem, że na takiego Majora w Europie zapisać się mogę i jak mi się uda, to się zastanowię. I tak zapisywałem się na 2 Majory co roku, w 2015, 2016, 2017… I dupa… Nie wylosowali piłeczki z moim nazwiskiem. Ani razu. Gdy po raz trzeci dostałem z Berlina wiadomość „we are so sorry, you have not been selected”, zacząłem się zastanawiać czy może jednak nie rozważyć innych opcji. A że był to właśnie moment w mojej biegowej karierze, gdzie na prawdę marzył mi się duży start za granicą (rozważałem też Paryż lub Amsterdam) zajrzałem na stronę jednego z akredytowanych tour operatorów w Polsce, firmy Pana Henryka Paskala „Marathon Services International” i na ofertę wyjazdu na maraton w Berlinie 2018.

Zdziwiłem się, jak bardzo normalna i przystępna była to oferta. Koszt niespełna 1500zł, w tym wpisowe na maraton, 2 noclegi w hostelu bardzo blisko startu, 2 posiłki dziennie oraz transfer autokarem na trasie Poznań-Berlin-Poznań. Prosta kalkulacja wskazywała, że jadąc samemu koszt byłby bardzo podobny, a może i wyższy, nocleg mógłby być daleko od miejsca startu, cały ten zamęt organizacyjny itp. Słowem: zapisałem się do nich i w styczniu 2018 byłem już na liście. Wtedy wiedziałem, że nie ma odwrotu, jest jasny cel i jest do czego trenować. A co będzie dalej, miałem przekonać się i zdecydować do owym długo oczekiwanym starcie w imprezie klasy Major. Opis samego startu w Berlinie znajdziecie tutaj:

relacja-z-bmw-berlin-marathon-2018-1-2

Wracając jednak do tematu samego cyklu Abbott World Maraton Majors. Pobiegłem Berlin we wrześniu 2018 i będąc oczarowany ta imprezą, bez chwili zawahania stwierdziłem, że chcę pobiec pozostałe 5. Bez ram czasowych, bez żadnych deadline’ów typu 6 Majorów w rok czy dwa, ale po prostu, żeby dążyć małymi krokami i cieszyć każdym startem z osobna. Nie chcę ich po prostu zaliczyć i z perspektywy zostać jedynie z gablotką z 7 medalami (6+1, ostatni to oczywiście wspaniały medal wieńczący ukończenie całego cyklu) i garścią zdjęć, ale traktować każdy start jako wydarzenie roku i celebrować je należycie, trenować przez wiele miesięcy właśnie pod dany start. I dodatkowo planować każdy wyjazd pod kątem turystycznym. W końcu nie samym bieganiem człowiek żyje, a ponadto podróże kształcą ?

I tak, pisząc te słowa pod koniec października 2019, sytuacja wygląda następująco:

  1. Mam za sobą start w Berlinie w 2018 z czasem 2:56:31.
  2. 03.11.2019 biegnę TCS New York City Marathon, chyba przez wszystkich uważany na najwspanialszy i najbardziej znany maraton na świecie. (O tym jak się na niego dostałem, przygotuję osobny wpis). Być może z perspektywy i czytając historię Six Star Finisherów, cudownie byłoby kończyć cały cykl właśnie w NYC, ale trzeba brać co los daje w danej chwili.
  3. W październiku 2019 miałem biec Chicago, na który miałem gwarantowany start dzięki rezultatowi z Berlina i byłem oficjalnie zapisany, ale gdy dostałem się na Nowy Jork, postanowiłem go przełożyć o rok (jest taka opcja, ale tylko raz). Inaczej musiałbym biec 2 maratony w ciągu 4tyg. I to oba w USA…
  4. Mam też gwarantowany start w Bostonie. Kiedy go pobiegnę zależy od wyników losowania na Londyn i Tokio. Obecnie wiem, że nie pobiegnę w żadnym z nich w 2020, więc najprędzej będzie kwiecień 2021.
  5. Pozostaje zatem wspomniany Londyn i Tokio. Tu ścieżki dostania się to albo być wylosowanym (gdzie szansa to ok 1:11) lub opcja charytatywna (nie mówię nie, może ja kiedyś rozważę) lub tour operator. Problemem jest cena, szczególnie na Londyn, gdzie jest to wariant „na bogato” czyli 3 noclegi w hotelu 5* + przelot LOTem i koszt za jaki da się polecieć na maraton w Tokio i to w wariancie, w którym nie trzeba zabierać ze sobą paprykarza szczecińskiego, rezygnując z miejscowego sushi…Daję sobie więc jeszcze ze 2 lata starań i wtedy zadecyduję w ogóle ma to jakiś sens.

Jak wspomniałem, nie mam żadnej perspektywy czasowej ukończenia cyklu. Fajnie by było biec 2 rocznie, ale realnie 1 w zupełności wystarczy i choć zajęło by to mi wtedy 6lat, nie mam z tym problemu. Póki zdrowie pozwoli, biegać będę w końcu przez wiele lat. I tak to wygląda w dużym skrócie. Ciekawe są statystyki odnośnie Six Star Finisherów, zachęcam do lektury tabelki powyżej. Może kiedyś opiszę to dokładniej na blogu, bo dla lubiących cyferki to kopalnia ciekawostek biegowo-narodowościowo-kulturowo-geograficznych. Napiszę tylko, że gdybym w obecnej chwili ukończył cały cykl i każdy maraton zrobił poniżej 3h, byłbym 2-gim Polakiem z takim wynikiem. Za 3-4 lata pewnie kilka osób się pojawi z podobnym lub nawet lepszym rezultatem, ale specjalnie mnie to nie martwi ? Tak więc robię swoje, delektuję się każdym startem, a jak mawiają: maraton to te setki, jak nie tysiące kilometrów przebiegniętych na treningach. Sam start to jedynie ostatnie 42km. W końcu liczy się droga, a nie sam cel. (Choć gablotka fajnie się będzie prezentować… Mam nadzieję ?)

Tags: , , , , , , , , ,

Related Articles

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.
You need to agree with the terms to proceed

Relacja z BMW Berlin Marathon 2018 1/2
Menu