Blogowanie

Po co mi to? czyli …. dlaczego założyłem bloga ….

1 Komentarz

Żeby zostać biegowym blogerem nie trzeba wiele… Ciut chęci, czasu i samodyscypliny, żeby wpisy pojawiały się w miarę regularnie. Plus oczywiście kwestie techniczne (domena, hosting, strona itp). Osobną kwestią jest natomiast treść i jakość tego co się tam ma zamieszczać. Blogów biegowych jest cała masa i żeby się wyróżnić trzeba albo pójść w bardzo nietypowy, wręcz ekstrawagancki styl i język (np przeklinać co 5te słowo lub szydzić totalnie ze wszystkiego, w tym oczywiście z siebie samego) albo osiągać takie wyniki biegowe, że followersi sami będą walili drzwiami i oknami, w oczekiwaniu, że odnajdą tam prosty przepis na sukces (np. wystarczy biegać po 160km/tydz….najlepiej w Kenii lub St Moritz), lub, z drugiej strony, opis przygniatającej porażki (jakże się przecież takie rzeczy miło czyta…?). Pytanie jednak czy o wyróżnianie się tutaj chodzi. Czy można założyć bloga jak każdy inny i czerpać z tego satysfakcję?

Jest więc i trzecia droga, którą podpowiedział mi mój serdeczny kolega biegowy Tomek Kaszkur pisać to jako forma pamiętnika. Dla siebie samego na stare lata, dla rodziny, bliskich i biegowych przyjaciół. Coś, co można kiedyś odgrzebać i pośmiać się albo nawet zaimponować dzieciom i wnukom (choć obecnie myślę, że większe wrażenie zrobiłby dobry wynik w…. Browlstars czy innego Fortnite’a….takie czasy). Czyli być sobą, nie silić się na wyszukany i przesadnie oryginalny styl, pisać to, co się chce napisać, a nie to co wypada. I tu chyba tkwi źródło mojej decyzji, żeby przelać czasem coś na papier a raczej ekran laptopa czy telefonu. Od serca. Szczerze.

Biegam 5 lat, do listopada 2019 nabiegałem ok 10 tys km, udało mi się osiągnąć nawet całkiem fajne wyniki, ale przede wszystkim totalnie zaraziłem się pasją do biegania. Kieruje mną chęć samodoskonalenia, poprawiania wyników, bardzo silna potrzeba rywalizacji, ale przede wszystkim sprawia mi to wielką frajdę. I tą radością, satysfakcją, tymi wszystkimi przemyśleniami chciałbym się podzielić ze znajomymi, kolegami biegowymi i każdym, kto mnie zna lub nie, ale zechce zerknąć tutaj. Być może to co napiszę, będzie miało jakąś wartość edukacyjną, będzie interesującą poradą, dawką wiedzy lub po prostu dobrze się to będzie czytać.

Biegacze lubią czytać relacje z biegów, w których startowali i cenią sobie inne spojrzenie na ten sam temat, bo każdy przeżywa każdy start inaczej i inne ma biegowe przygody. Nie wiem co z tego wyjdzie, ale wiem jedno: jak nie spróbuję, to się nie dowiem. Może blogerem będę tylko w 10% tak dobrym, jak jestem biegaczem (tiaaaa… zabrzmiało wyjątkowo buńczucznie ?), ale chyba i tak warto w to wejść.

Inny powód, to moment mojej „biegowej kariery”, w którym akurat jestem. W 2018 pobiegłem maraton w Berlinie i oczarowany jego magią, postanowiłem zostać Six Star Finisherem, czyli ukończyć Abbott World Marathon Majors, a więc 6 największych, czy raczej najbardziej prestiżowych maratonów na świecie. W chwili gdy piszę ten tekst, jestem na tydzień przed moim drugim Majorem, czyli maratonem w Nowym Jorku. Ponieważ emocje powoli sięgają zenitu i mając w świadomości, że zanosi się na mega przeżycia, coś do mnie dotarło, że może warto akurat zacząć te wspomnienia spisywać. W końcu jak nie teraz,to kiedy?

Chciałbym więc wrzucać wpisy biegowe i około-biegowe. Będą więc relacje ze startów i wyjazdów biegowych, opisy ciekawych tras do treningu, trochę o sprzęcie, diecie itp. i o wszystkim co przychodzi mi do głowy podczas samotnych treningów lub ciekawostki i biegowe plotki i historyjki usłyszane podczas wybiegań ze znajomymi.

Zatem zapraszam wszystkich i mam nadzieję, że miłego czytania!

Tags: , ,

Related Articles

1 Komentarz. Leave new

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Fill out this field
Fill out this field
Proszę wprowadzić prawidłowy adres email.
You need to agree with the terms to proceed

Uczulenie na halibuta… czyli… dlaczego zacząłem biegać
Menu